Querim (Keri) – tu zostaję

Już kiedy byłem tu pierwszy raz, coś mnie w tym miejscu urzekło. Bywa tak w życiu, że wiesz od razu, że to jest to. Ze mną było dokładnie tak samo. 

Mieszkając w Arambolu, poznawałem wielu ludzi i byłem cały czas  w śród Nich…to wbrew pozorom męczące. Po tygodniu wynająłem skuter i zacząłem poszukiwania, budynku na Guesthouse i czegoś dla siebie. Od razu, odpuściłem sobie Arambol. To miłe miejsce, ale zawsze można tam pojechać na motocyklu, skuterze lub taksówką. Ciągnęło mnie do Keri. 

I nie pomyliłem się ! 

Wynająłem zupełnie normalne mieszkanie, w budynku który jest całkowicie przeznaczony na usługi hotelowe. Hindusi, którzy go prowadzą borykają się z problemem braku gości…bo przede wszystkim zupełnie nie mówią po rosyjsku i dosyć słabo po angielsku. Przy tym to bardzo mili i uczynni ludzie. Kiedy obiecali mi szafę, następnego dnia miałem zupełnie nową szafę ! Jak nie Hindusi. Codzienni rano podjeżdża, na rowerze, chłopak z dostawą świeżych bułeczek Pav, a zwykła woda w dwudziesto-litrowych pojemnikach, jest o połowę tańsza niż w Arambolu. Wszystko tu jest bardziej normalne i spokojne.

Każdego dnia budzą mnie małpy i miejscowy kogut. Mam kumpla psa i kilka kotów, które wylegują się leniwie na siedzeniach skuterów. Jest idealnie. 

Kiedy postanowiłem porozmawiać z właścicielem o wynajęciu całego budynku, po opuszczeniu pokoi, przez obecnych gości, okazało się, że właściciele właśnie chcieli mi to zaproponować…tylko nie wiedzieli, czy będę zainteresowany. Nestor rodu podając mi cenę i rękę powiedział, że w Indiach, dla normalnych ludzi, pieniądze mają mniejsze znaczenie niż człowiek, z którym się je zarabia. Pierwszy raz, w tym kraju, spotkałem kogoś takiego…poczułem się jak w domu przyjaciół. 

Nikt tutaj nie żądał ode mnie zadatku czy jakiejś kaucji…po prostu zapłaciłem za miesiąc i zostałem zameldowany…

Razem z Saszą, Rosjaninem, który mieszka nade mną zreperowaliśmy stary skuter i pralkę automatyczną z suszarką. Właściciele oddali nam w zamian skuter i motocykl do użytku. Czego chcieć więcej ! 

Stary dobry Bóg, chyba postanowił w końcu na mnie spojrzeć…bo to nie koniec dobrej passy.

W Keri jest kilka hinduskich restauracyjek. Zatrzymałem się w jednej z nich na Fish Tali. Hindus Shiwa podał mi zamówienie i przysiadł się do stolika, pogadać. Tutaj to normalne. Kiedy zobaczył na moim skutim sprzęt wędkarski, natychmiast się ożywił. Pokazał mi wszystko i zaproponował wspólną wyprawę na ryby. Wypad był doskonały !

Po kilku dniach Shiwa, zaproponował mi wypożyczenie łodzi z silnikiem do organizacji wypraw wędkarskich na rzekę i morze, dla turystów. Nie zgodziłem się na czarter, ale zaproponowałem spółkę…Twoja łódź – mój rosyjski. Plan wypalił !!! Rosjanie zapisują się na trip, bo łódka zabiera tylko czterech wędkarzy. Pieniądze są niezłe i jest zajęcie. Kolejny pomysł, który mi przyszedł do głowy to organizacja autobusu dla Rosjanek z tzw. “zimowki” z Arambolu do Mapusy…na zakupy. W Keri znalazłem “Gościa”, który ma dwa autobusy i jeden busik, licencję na turystykę i dobre ceny. Siergiej, mój kumpel, napisał mi po rosyjsku post na grupę na FB…no i się zaczęło. Kobitki jeżdżą, ja zarabiam, Siergiej z resztą też, no i mam kupę zabawy. Moje Rosyjskie koleżanki chcą, na siłę mnie wyswatać… 🙂 Nie dam się !!!

Keri to moje miejsce…spokojne, z hipnotyzującą plażą, nie powtarzalną przyrodą i rzeką Terekhol.

 

Któregoś dnia, siedząc na plaży, zobaczyłem coś niezwykłego…a właściwie Kogoś.

Z wody wyszła Kobieta, wyjątkowo atrakcyjna, a przy tym zupełnie łysa !!! Nie mogłem oderwać od niej oczu. :-). Kiedy mnie mijała uśmiechnęła się i odeszła…no ja p…dole, ale zjawisko. Po kilku dniach, kiedy byłem na plaży w towarzystwie kolegi, znowu się pojawiła. Tym razem to Ona na mnie “zapolowała”. Po wyjściu z wody, owinęła się ogromnym szalem i zdjęła Swój strój kąpielowy, tak żeby zaprezentować mi się w całej okazałości. Musiałbym być z kamienia, żeby nie odebrać sygnału, który był jak ogromny jupiter świecący prosto w oczy !!! Powiedziałem Jej, że będę na Nią czekał następnego dnia. 

No i czekałem…przyszła. 

Jest Rosjanką, ma na imię Marija, jeździ na motocyklu, tak jak ja szuka Swojego miejsca w życiu…po trzydziestu sześciu latach życia nadal go nie znalazła. Jest piękna. 

Dzisiaj już nie tylko małpy i kogut mnie budzą…a Jej obecność jest bezcenna.

Życie to zlepek chwil, tych dobrych i tych złych. 

Nie ważne czy potrwa to tydzień, miesiąc, rok, czy będzie wieczne…mam to w dupie. 

Chcę zapisać w pamięci jedynie te dobre momenty. Chcę otworzyć maleńką knajpkę, chcę otworzyć pensjonat, chcę poznawać nowych ludzi i przede wszystkim…chcę zapamiętać Jej zapach i smak.

Reszta sama się poukłada. 

Kiedy przestałem myśleć wyłącznie o pieniądzach…same się pojawiły.

Kiedy zrozumiałem, że nie mam nic do ukrycia…ludzie stali się przyjaciółmi.

Kiedy postanowiłem nie szukać już kobiety…spotkałem Mojego Anioła.

I jak tu nie wierzyć w KARMĘ !!!

2 thoughts on “Querim (Keri) – tu zostaję”

  1. Widzę, że Twoje plany ciągle ulegają zmianom i modyfikacji, wyraźnie szukasz swojego miejsca na ziemi… oby się udało i żebyś był szczęśliwy. Może się wszystko dobrze ułoży … oby… życzę Ci tego. Boję się tylko Twojej ufności i Twoich niedoskonałości …. to mieszanka zbyt wybuchowa… nic to….. trzymam kciuki 🙂 🙂 🙂 Pozdrawiam świątecznie 🙂

    1. To życie poddaje scenariusze…ja tylko odgrywam jakąś rolę w tym spektaklu. Mogę się poddać i odgrywać swoją rolę, albo walczyć o lepszą pozycję. Chyba już mi się nie chce walczyć o główną rolę…dobrze mi na drugim planie…spokojnie.
      A jeśli chodzi o niedoskonałości, to wszyscy je mamy. Podobno pierwszy krok do ich wyeliminowania, to zdać sobie sprawę z ich posiadania. Pewnie jeszcze nie wszystkie potrafię nazwać…może kiedyś.
      A ufność, to też optymizm i wiara w lepsze jutro 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *