Monsun – znowu mogę pisać

Witajcie, jest 29 czerwca 2019 roku. Zaczął się prawdziwy monsun. Dlaczego prawdziwy ? Ano dla tego, że tegoroczny monsun “skradał” się bardzo powoli i jak dotąd niespotykanie, tak przynajmniej twierdzą, znajomi Hindusi. Monsun zawsze zaczynał się od kilku dni ulewy. W tym roku nadchodził bardzo powoli, i zapowiadał swoje nadejście, krótkimi opadami. Dzisiaj jest już w całej okazałości…leje trzeci dzień !

Kiedyś, jeszcze przed przyjazdem do Indii i osiedleniem się na Goa, przeczytałem na jakimś podróżniczym blogu, że Goa ze swoim klimatem i monsunem jest jednym z najtrudniejszych na świecie miejsc do życia. Nie ukrywam, że trochę mnie to przeraziło. Dzisiaj śmiem twierdzić, że “podróżnik”, autor tego tekstu,  albo nigdy tutaj nie był, albo jest jednym z tych “podróżników”, którzy nie rozstają się ze swoim klimatyzowanym apartamentem.

MONSUN JEST DAREM NIEBIOS !!!

Po dwóch gorących miesiącach, kiedy temperatura oscyluje w granicach 38 st., a w nocy trudno jest spać bez klimatyzatora, dzisiaj jest wspaniale ! Życie zwalnia, choć nadal wszystko można załatwić czy kupić. Oczywiście powstają pewne ograniczenia, np. moja droga dojazdowa zrobiła się zbyt miękka dla ciężkiego motocykla…no i co ? Przesiadłem się na skuter. Kiedy mam ochotę zrobić zakupy, zakładam ogromny płaszcz przeciwdeszczowy, który przypomina wojskową pałatkę, i zasuwam do Arambolu. A jeśli trzeba jechać dalej, to za 30 rupii, wskakuję do miejscowego autobusu i w otoczeniu rozgadanych Hindusów, jadę do Mapusy, gdzie można już kupić wszystko.

Właśnie wyszło na parę minut słońce. pogoda trochę przypomina “Polską Złotą Jesień”, z tą tylko różnicą, że tutaj jest ciepło (ok. 25 st.), no i natura właśnie eksplodowała. Nie ma tu spadających liści…co najwyżej czasem spada, nadgryziony przez małpy, owoc Mango. To co do tej pory uważałem za zielone, teraz jest soczyście zielone i rośnie z dnia na dzień. Położona za moim domem polana, w ciągu kilku dni przekształciła się w jezioro, które z racji połączenia z rzeką Terekhol, zaraz będzie pełne ryb i krabów…prywatna spiżarnia. Każdego dnia widzę na moim podwórku niesamowite stworzenia. Czasem węża, albo dwa, dziwnie machające do siebie głowami, kameleony. Czasem małpę, która patrzy na mnie jakby chciała zapytać “co się tak gapisz białasie ?”, albo niebieskonogiego kraba, którego próbuje wypłoszyć jeden z moich psów. A wieczorne “żabie koncerty” są nie do opisania !

Ale przede wszystkim monsun to dobry czas na relaks, czytanie, pisanie i oczywiście analizę tego wszystkiego co wydarzyło się w ostatnich miesiącach.

A WYDARZYŁO SIĘ “DO JASNEJ CHOLERY” !!!

Od kilku dni próbuję ułożyć sobie w głowie plan tego co mam opisać. Zmieniłem miejsce zamieszkania, byłem ponownie w Kathmandu, Delhi, Mumbaju i Afryce, znalazłem siedem szczeniąt…dwa z nich to teraz moja rodzina, no i rozstałem się z Maszą…a właściwie to zmieniliśmy relację na bardziej właściwą.  Ale przede wszystkim, poznałem nowych ludzi…i od tego zacznę. Będę, kolejno opisywał poznane osoby, bo to w końcu ludzie w okół nas, tworzą naszą rzeczywistość. Postaram się przy tym pozbyć, tak powszechnej u nas ludzi, oceny postaw i zachowań. Spróbuję być obiektywny, choć jak sami się przekonacie, nie jest to łatwe zadanie. Szczególnie tutaj na Goa !

 A póki co kilka fotek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *