Jędrula…a właściwie Sir Andrew

Zapoznanie

Kiedy Denis Diderot pisał swojego “Kubusia Fatalistę i Jego Pana”, zapewne nie sądził, że ów Pan, zmaterializuje się w mojej czasoprzestrzeni na Goa…a dokładnie już w samolocie.

Cztery miesiące temu, ponownie odwiedziłem Kathmandu. Po kilkudniowej wizycie, i załatwieniu wszystkich spraw, wracałem do domu. Zaraz po wylądowaniu w Delhi, przesiadłem się do samolotu do Dabolim.

Jakiś czas po starcie, zauważyłem na pokładzie, starszego Jegomościa. Był to Pan około lat sześćdziesięciu, siwy, krótko ostrzyżony, z ufarbowaną na czarno bródką “Hiszpanką”, i wyrazem twarzy, “srającego kota”.

Pomyślałem, w pierwszej chwili, że to jakiś Angol albo inna wiecznie wkurwiona zaraza. Facet spoglądał zniesmaczonym wzrokiem po pokładzie i powoli przemieszczał się w kierunku kibelka. Odziany w złachane portki od dresu, wyglądał z tą lordowską, miną dosyć komicznie.

Już na lotnisku, stojąc koło kołowrotka bagażowego i oczekując na swoją walizkę, ponownie zobaczyłem owego Jegomościa.

Ku mojemu zaskoczeniu gadała przez telefon…po polsku ! Podszedłem więc i przywitałem się, mówiąc, że miło jest usłyszeć rodzinny język tak daleko od domu. Przedstawiliśmy się sobie wzajemnie i po chwili zobaczyliśmy, że na kołowrotku nie ma już żadnej walizki, a my nadal czekamy. Rwał jego nać – zgubili nasze bagaże.

Sir Andrew

Jędrek, bo tak ma na imię ten Pan, wpadł w szał – To pierdolone Hindusy, mówię Ci, Alex, ten kraj to bagno, jak czegoś nie zgubią to na pewno Cię okradną. Wiem to, mieszkałem tu osiem lat. Choć idziemy zgłosić skargę.

Poszliśmy. Skargę przyjął młody chłopak, który zapewnił nas, że bagaże dotrą najdalej jutro i zostaną nam dostarczone do hotelu. No w to, to nawet ja nie uwierzyłem. Po pierwsze jutro jest niedziela, a po drugie to są Indie a nie Ameryka. Jędrek wyjął paczkę papierosów i poczęstował mnie jednym.

Andrzej, tutaj nie wolno palić, to jest lotnisko – zasygnalizowałem, biorąc papierosa.

A w dupie Ich mam. Jestem pisarzem i znam tutaj szefa policji i Ojca Pererę, nikt nam nie podskoczy, palimy – zakomenderował.

Ok, palimy.

Z petami w zębach i kwitkami, potwierdzającymi zagubienie bagaży, opuściliśmy lotnisko.

Na mnie czekał, zaprzyjaźniony taksówkarz Datta, a na Andrzeja, Jego kierowca.

Wymieniliśmy się telefonami i każdy pojechał w swoją stronę.

Jeszcze w czasie jazdy do domu, zadzwonił Jędrek i zaprosił mnie na kolację, następnego dnia do hotelu w Anjunie, gdzie się zatrzymał. Oczywiście przyjąłem zaproszenie i zapytałem czy mogę zabrać za sobą moją Partnerkę. Jasne, że tak. Będzie mi bardzo miło – szarmancko odparł, mój nowy kolega.

Wyznanie i przeprowadzka do Keri

Wyznanie

Następnego dnia, po południu pojechaliśmy z Maszą do Anjuny.

Jędrek siedział w knajpie w towarzystwie Swojego kierowcy i sączył coś do picia.

Po prezentacji Maszy, podjęliśmy decyzję, że zmieniamy lokal, bo wszyscy mamy ochotę na sushi.

W knajpie z japońskim żarciem, nie było nikogo. Złożyliśmy zamówienie i zaczęliśmy rozmawiać. Andrzej opowiedział mi Swoją historię, a właściwie historię Swojej ucieczki z Polski.

Otóż, przez kilka ostatnich lat, “wypompowywała” zaliczki, z firmy, którą wspólnie z Amerykanami prowadził, w Swoim rodzinnym mieście. Teraz, wredna prokuratura, która w całości sprzedała się Jankesom, ściga Go zajadle i próbuje przedstawić zarzuty.

Andrzej, to, że wkurwiłeś Jankesów, to jakby jasne. Ale to, że kupili prokuraturę, to już raczej mało prawdopodobne. Po prostu działałeś na szkodę spółki, i wbrew temu co sądzisz, uszczupliłeś budżet państwa.Zaliczki, które brałeś, jak Sam mówisz rozpieprzyłeś na dziwki i zabawę, na Florydzie. A to znaczy, że pobrałeś wynagrodzenie, od którego nie zapłaciłeś podatku. Daj im jakieś kwity, że się rozliczyłeś i pewnie będą musieli się odpieprzyć. – poradziłem z miną profesjonalisty.

To nie takie proste. – odparł z zadumą Jędrek – mam kopie uwierzytelnione zwrotu zaliczek. Zrobiłem kopie, żeby nie mogli przebadać papieru i stwierdzić wieku tych pism, ale Prezesem spółki, była Moja Matka, która popełniła samobójstwo, bo pewnie miała już dość tego wszystkiego i na dodatek mieszkała na Florydzie…nikt mi nie uwierzy.

Żal mi Go

Wszyscy mamy na sumieniu jakieś grzechy. Ja to chyba powinienem dostać jakąś nagrodę, za ich ilość. Tym bardziej Go rozumiałem. Jesteśmy “dziećmi złamanego systemu”. Dorastaliśmy i nabieraliśmy doświadczeń w czasach, najbardziej dziwnych w ostatnich dziejach Polski. Najpierw wolność i swoboda gospodarcza, po latach komunizmu. Potem łatwość zarabiania na wszystkim i wszędzie. Aż po powrót do porządku i demokracji, i konieczność przestawienia myślenia…na praworządne. Bądź tu mądry i zapomnij o tym, że jeszcze wczoraj, kasa sypała się jak z wiadra, i odpuść sobie możliwości obejścia systemu i dalszego zarabiania…to trudniejsze niż myślicie.

Dzisiaj za to płacimy. Jedni “banicją”, inni więzieniem, jeszcze inni, po prostu biedą…nielicznym się udało, a cała reszta normalnych ludzi, po prostu spokojnie sobie żyje, ciesząc się tym co ma…i pewnie tak być powinno. Za wszystko trzeba kiedyś zapłacić.

To wszystko, a dodatkowo fakt, że Mama Andrzeja odeszła w taki sposób, który “de facto”, obciąża również Jego, spowodowało, że na prawdę zacząłem Mu współczuć.

Pisarz !?

Dobra, a co napisałeś ? – zagadnąłem, żeby zmienić temat.

No właśnie ! – Jędrula rozpromieniał – musisz przeczytać moją książkę. Podaj mi adres e-mail, wyślę Ci ją. Na jej podstawie powstaje, wspaniały film. Robi go…(zataję pewne informacje, bo nie jest moim celem ujawnianie tożsamości Jędruli, ze zrozumiałych względów). Ten film, to będzie hit. Wystąpi plejada gwiazd z Polski, Indii i może nawet Nicolas Cage. Jak zaczną się zdjęcia w Indiach, wkręcę Cię na konsultanta – zakomunikował Andrzej, tonem nie znoszącym sprzeciwu.

Jasne, pokonsultować zawsze mogę – zażartowałem.

To nie są jaja, Alex. Mój Syn Mario, w połowie Hindus i Polak, otwiera tutaj potężną firmę. Goa zabieramy dla siebie. Przecież musimy żyć jak cywilizowani ludzie – oświadczył z powagą – wizą się nie przejmuj, załatwię wszystko, dla Ciebie i Twojej Przyjaciółki też – dodał.

Super, jeśli pomożesz nam z wizami i dodatkowo będę mógł tutaj zarobić, będę ogromnie wdzięczny – odparłem.

Mówię Ci Alex, to Karma nas połączyła na tym zasranym, lotnisku – jednym tchem zakomunikował Jędrek.

Karma

Może i Karma, może i tak – odpowiedziałem i na chwilę się zamyśliłem.

Nie wierzę w Karmę i to, że nasze losy są gdzieś zapisane. Jaki mega komputer trzeba by było stworzyć. Wszystkie nasze działania, pociągają jakieś konsekwencje i kształtują losy innych ludzi. Taki splot wydarzeń, na przestrzeni tysiącleci…bo przecież historia, też ma swój udział w naszym życiu…stworzył by ogromny algorytm. Coś nieskończenie dużego. I kto miałby czas i ochotę na zajmowanie się tym wszystkim. Kto popchnie bezdomnego psa, który wyskoczy na ulicę i spowoduje wypadek, w konsekwencji którego ktoś zginie i na przykład osieroci dziecko. Które z kolei, wychowywane bez ojca, zejdzie na złą drogę i popełni szereg morderstw. I co ? Pies winny ?

Pani do pomocy ?

Z zamyślenia wyrwał mnie głos Andrzeja.

Słuchaj Alex. Ja też mam do Ciebie prośbę, a właściwie to do Was. Jestem tutaj sam. Mam tylko Salmana, mojego kierowcę. Może moglibyście znaleźć mi jakąś Panią do pomocy. Ty masz śliczną koleżankę. – zaakcentował słowo śliczną.

Pomóc pewnie możemy, ale Ty musisz sobie zdawać sprawę, że taka Pani będzie musiała zarabiać i na pewno nie będę się bawił w alfonsa. Ja swoją Maszę poznałem sam – zaznaczyłem, dumny jak paw.

Co Ty. Może i ja jestem sporo starszy od Ciebie, ale dupy do dzisiaj lecą na mnie. Jak załatwisz mi taką Panią, ja sam sobie poradzę z tym, żeby chciała ze mną sypiać – prawie się obraził.

No, no, ale mi się kurwa kogucik trafił…uśmiechnąłem się w duchu. Ok, zrobię co się da – zapewniłem, nowego towarzysza.

Przeprowadzka

A w tej Anjunie to Ci się podoba. Czy masz tu jakieś znajomości ? – zapytałem.

Jakoś tak wyszło. Moja była żona ma tutaj mieszkanie. Co prawda ja w nim nie mieszkam. Bo by się chyba przewróciła, jak bym poprosił o klucze. Masz jakieś propozycje ? – zapytał, z kolei Jędrek.

Propozycji nie mam, ale jak będziesz miał ochotę na ciche i spokojne miejsce, to mogę Ci pomóc znaleźć fajne mieszkanie w Keri. Ja sam mam dom w Palye. To po sąsiedzku, no i znam sporo miejscowych. Dobrze się tam mieszka – zapewniłem.

Andrzej był zainteresowany i właściwie po kilku dniach zamieszkał w mieszkaniu u Selvina i Jego rodziny. Wynajął nie tylko fajne mieszkanie dla Siebie, ale również podobne lokum dla Swojego kierowcy…dosłownie za drzwiami.

Z czasem zainstalował dwa klimatyzatory…bo przecież tylko w sypialni to za mało…wolno Mu. Kupił dywanik i lampki, oraz zaczął rozważać zakup dużego telewizora i wygodnej sofy do siedzenia. I o ile zakup wielkiego telewizora, uważam za niepotrzebny, o tyle sam kupiłem sobie sofę i pokazałem ją Andrzejowi.

Kolega stwierdził, kategorycznie, że moja tekowa sofa z poduszkami, to nie to co Go interesuje. On Sobie wymarzył, ogromną miękką sofę w stylu europejskim…masz pieniądze…masz sofę.

Bagaże odzyskaliśmy w poniedziałek. I to właściwie chyba wszystko co wyszło z zapewnień Jędruli. Karma 😉

Salman “Piętaszek i chory łeb Andrzeja

Mijały kolejne dni, a nasza znajomość ewoluowała.

Salman

Zauważyłem, że kierowca Jędruli strasznie Go naciąga. Zarabia 20 tysięcy rupii, gdzie piętnaście to bardzo dobra wypłata. Jada z Nim w restauracjach. Korzysta bezpłatnie z osobnego mieszkania, wykorzystuje samochód do własnych potrzeb, nie tankując przy tym ani kropli. W końcu “kolega” Salman ze łzami w oczach poinformował, że zmarła Jego Babcia i musi wyjechać do domu na kilka dni. Jędrek stwierdził, że to wystarczający powód i wyposażył kierowcę w samochód, który wynajmuje, pieniądze i puścił do domu.

W sumie pewnie też bym tak postąpił…no może nie dał bym samochodu…autobusy tutaj są.

Salmana nie było już osiem dni i ciągle informował o opóźnieniu. Wytłumaczyłem koledze, że jest permanentnie naciągany i czas coś z tym zrobić. Ostatecznie Jędrek “poszedł po rozum do głowy”.

Zadzwonił do mnie i poprosił o organizację dla Niego innego auta…wiedział, że wypożyczałem tutaj samochód, oraz kierowcy.

Umówiłem Viraja, który ma auto i Dattę taksówkarza.

Na wypożyczeniu auta Andrzej miał zaoszczędzić dziesięć tysięcy i na kierowcy 10 na samej wypłacie. Ponadto Datta, nie oczekiwał mieszkania ani wyżywienia, bo mieszka o kilkaset metrów od Jędruli. Kiedy wszyscy się spotkali i ustalili szczegóły, zapanowała ogólna radość. Viraj i Datta zarobią, a Jędrula zaoszczędzi.

W tym momencie pojawił się Salman i żeby było “lepiej”, broniąc się nawrzeszczał na Andrzeja. Jeszcze chwila a dałbym w pysk pieprzonemu “muslimowi”. Żeby uniknąć pokusy pobicia indyjskiego Araba, udałem się do domu. Po drodze zadzwonił do mnie Viraj i jeszcze raz podziękował za załatwienie klienta.

Choroba ???

Wyobraźcie sobie moje wkurwienie, kiedy wieczorem Andrzejek poinformował mnie, że odwołał Viraja i Dattę, Salmana ma całą dobę do dyspozycji a to jest mu niezbędne…taki prywatny “Piętaszek”… przecież Jędrek jest chory i musi mieć kogoś koło Siebie.

A na co Ty, kurwa Jędruś jesteś chory, bo jakoś na chorego mi nie wyglądasz. Ciągle tylko narzekasz na te pierdolone Indie i na brak kochanki – zapytałem wściekły.

Alex, Ty nie rozumiesz ! Przecież przez te wszystkie problemy głowa mi się posypała. Bez przerwy jeżdżę do psychiatry w Anjunie  – odpowiedział cierpiącym głosem…o psychodoktorku, akurat wiedziałem.

No tak, rozumiem…szkoda trochę Tych Hindusów i kasy, ale w sumie to Twoje pieniądze – odpowiedziałem i się rozłączyłem.

Czarodziejka Gorzałka, strach i próby pomocy

Mario

W między czasie, pojawił się Syn Jędruli…Mario. To miły i rozsądny facet. Obarczony niestety tym samym problemem, który ja zgłębiłem do samego końca…”czarodziejka gorzałka” trzyma Go w garści.

Na jedynym spotkaniu, jakie odbyliśmy, ani na chwilę nie zdjął, czarnych jak noc, okularów przeciwsłonecznych. Nie trzeba być fachowcem, żeby wiedzieć w czym rzecz…oczy jak u angora i kac gigant !

W końcu Mario wyjechał, upijając się jeszcze kilkukrotnie do nieprzytomności.

Wódko pozwól żyć !

Kiedyś Andrzej zapytał mnie o zdanie, a właściwie poprosił o radę.

Mówiłeś, że sam jesteś alkoholikiem tylko, że nie pijesz. Powiedz co ja mam robić żeby Mario przestał chlać ? – zapytał zatroskany.

Nic nie możesz zrobić – odparłem bez zastanowienia – musisz zaczekać i przede wszystkim nie pomagać w chwilach krytycznego kaca. Inaczej Ty i inni, dajecie Mario coś w rodzaju miękkiej poduszki, na którą może upaść po pijaństwie.

Żeby zrozumiał co się z Nim dzieje musi zaryć pyskiem w beton. Musi obudzić się na jakiejś melinie, albo w parku na ławce, bez telefonu i pieniędzy w obsranych gaciach. Powinien poczuć, że jest na dnie i w pobliżu nie ma nikogo kto Mu pomoże. Niech po prostu wystraszy się śmierci.

Ty tak miałeś ? – zapytał.

Tak, ja miałem jeszcze gorzej – odpowiedziałem – po czterdziestu ośmiu godzinach trzeźwości, posiadając całkowitą pewność, że w mim organizmie nie ma ani grama alkoholu, widziałem poruszające się na obrazie, wiszącym u Rodziców na ścianie, postaci, a drobne kreseczki na panelach podłogowych układały mi się w skomplikowane wzory matematyczne. Przez trzy noce bałem się położyć do łóżka, bo czułem fizycznie, czyjąś obecność.

Dzisiaj to brzmi śmiesznie, ale wierz mi, jest przerażające !

Po tym wszystkim upiłem się jeszcze dwa razy…i mam nadzieję, że już nigdy nie dotknę alkoholu – zamyśliłem się i dodałem – choć pokusa wraca jak bumerang…do mnie też.

Wspomnienie pijackich libacji i odprężenia jakie niesie ze sobą alkohol, jest bardzo silna. I na nic się nie zda psychologiczny bełkot, dopóki nie zaczniesz się bać.

Psychoterapeuta

Pewnego dnia Jędrek zapytał – słuchaj, kiedyś jakiś terapeuta, powiedział Mojemu Synowi, że nie uwolni się od problemu, do póki nie zerwie wszelkich relacji ze mną…głupi kutas ! – chyba po raz pierwszy, mój szanowny kolega uległ takiemu wzburzeniu.

To jakiś domorosły chuj ! A co On może wiedzieć o relacji między Tobą a Mario. Może Mario coś chlapnął…ale to za mało dla tak kategorycznych konkluzji – pocieszyłem Jędrule…wtedy Go jeszcze do końca nie znałem !!!

Przerażony Tata

Alex, co ja zrobię jak On będzie dalej pił ? – zapytał, przy kolejnym spotkaniu Andrzej – przecież ja muszę z czegoś żyć. Sam zobacz co się wydarzyło z Sonią…wycofała mi wizę pracowniczą, i teraz muszę prosić Pere o załatwienie wizy medycznej. A skąd, kurwa brać pieniądze ? – aż westchnął przerażony Andrzej.

Jędrek ! Po pierwsze, wizę Ci baba wycofała, bo żeście razem z Synem Ją oszukali. Naobiecywaliście Jej “złotych gór”, a potem Maniuś się schlał jak wieprz i położył sprawę. I o ile mogę jeszcze zrozumieć Jego..,zapewne chciał Ci pomóc i pewnie bardzo chciał otworzyć tą firmę, o tyle Ty, jako “stary wyga” powinieneś wiedzieć jaki może być scenariusz…jak Sam mi powiedziałeś Mario również, rozpieprzył sprawę z ewentualnym filmem, bo nawsadzał, po pijaku producentowi…czyż nie tak ?

Tak, tak, masz rację – zasępił się Andrzej – a właśnie ! Przeczytałeś moją książkę ?

No żesz kurwa Twoja Mać – wrzasnąłem – dupa Ci się pali, zaraz nie będziesz miał na Swojego “Piętaszka”, a może i na żarcie, a Twoje ego, wielkości galaktyki, każe Ci się dopytywać o jakąś pojebaną książeczkę, pełną błędów ortograficznych, której nikt jak do tej pory nie wydał. Ty to masz na prawdę pojebany łeb. Weź się w garść i zacznij zarabiać. Może jak Mario zobaczy, że Sobie radzisz, też jakoś wróci do żywych – wyrzuciłem z siebie narastającą złość.

Indiana Jons

Wiesz Ty chyba jesteś z innej gliny – oznajmił, kiedyś Jędrek – jeździsz na tym swoim motorze jak polski Indiana Jons, i pijesz z Hindusami czaj w restauracji z garażu. Ja nie jestem taki jak Ty. Ty jesteś jak Robinson Crusoe, na tej Swojej bezludnej wyspie, ja tutaj Sobie nie dam sam rady – prawie się rozpłakał.

Zrobiło mi się Go cholernie żal. Z drugiej strony, spodobało mi się porównanie do Indiany Jonsa i Robinsona Crusoe. Dla Maszy jestem białym niedźwiedziem, dla Jędrka Indianą Jonsem…fajowo !!! Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że w jego ustach to obelga…brudny i śmierdzący archeolog, który wiecznie łazi w tych samych ciuchach…co to kurwa jakiś niskobudżetowy filmik ?

Tak czy inaczej postanowiłem trochę Mu pomóc.

Praca ?

Po pierwsze namówiłem Jędrka na wyjazd do Belgaum.

To najbliższe miasto w Karnatace…sąsiednim stanie. Znajomy Hindus, powiedział mi, że tam zaopatruje się większość sklepów w Goa. Gdy zapytałem innych, potwierdzili. Pojechaliśmy więc na rekonesans.

Andrzej całą drogę opowiadał o Swoich przeżyciach…głównie o ilości i jakości zaliczonych prostytutek…no co zrobić. W samczym towarzystwie trzeba jakoś pokazać swoją “samczość”.

Po dotarciu na miejsce rozpocząłem wycieczkę. Ku mojemu WKURWIENIU !!! Andrzejek, po piętnastu minutach zażyczył Sobie klimatyzowanej restauracji. A skąd ja Ci ją kurwa wezmę – pomyślałem. Rozwalił mi się klapek i zamiast za knajpą, rozglądałem się za ulicznym szewcem. W końcu kupiliśmy kilkanaście etui na telefony komórkowe, żeby je wysłać do Polski, do kolegi Andrzeja, który ma się zająć zbadaniem rynku. Ja znalazłem szewca a Jędrek, oznajmił, że dalej nie wytrzyma i musimy wracać.

A pies Ci mordę lizał…wracamy !

I znowu lament !

W drodze powrotnej Jędrula zaczął się żalić, że Jego Syn dzwoni do indyjskiego wujka, a nie do Niego.

Nie wytrzymałem i warknąłem – A po co On ma kurwa do Ciebie dzwonić ? Żeby znowu wysłuchać jak Ci źle ?   Żebyś dalej Mu pierdolił, jak bardzo zaszkodziła Ci Sonia z Delhi ?

To On jest odpowiedzialny za gospodarkę kadrową w firmie – wrzasnął Andrzej.

Jakiej, kurwa Twoja Mać, firmie ? Przecież ona istnieje tylko w Twoim starym, siwym łbie. Weź Ty się kurwa, zastanów co Ty pierdolisz – wrzeszczałem.

Poskutkowało, Andrzej wyhamował.

Marek – kolega czy drań ?

Po kilku tygodniach od przyjazdu Jędrka na Goa, pojawił się tutaj nie tylko Jego Syn. Odwiedził Go również kolega. Marek.

Całkiem sympatyczny facet. Spokojny, poukładany i przede wszystkim bystry. Już na początku ze śmiechem na twarzy, powiedziała mi, że nie ma co liczyć na to, że Andrzej coś zrobi. Przez ostatnie dwadzieścia lat, to inni za Niego wszystko robili i tak już zostanie. Miał rację.

Próbował powstrzymać Swojego kolegę, przed nadmiernym wydawaniem pieniędzy, ale i to nie przyniosło efektu.

Kiedyś na plaży, zażartowałem, że pewnie w Polsce wszyscy odpoczywają jak “Sir Andrew” jest na banicji. Marek spojrzał na mnie i powiedziała – Wiedziałem, że jesteś inteligentny.

Po wyjeździe kolegi, Andrzej stwierdził, że Marek przyjechał tutaj tylko po to żeby napawać się Jego klęską, bo całe życie był tylko Jego “wyrobnikiem”. Ile trzeba mieć w Sobie pychy, żeby sądzić, że ktokolwiek wyda tysiąc euro, albo więcej, tylko po to, żeby pooglądać Andrzejka.

Ucieczka w chorobę – to też jest sposób !

Diagnoza

Kiedyś, próbując Mu pomóc, wyraziłem swoją opinię – Andrzej ! Ty nie jesteś chory psychicznie. Ty jesteś złowieszczo inteligentny. Twoja choroba psychiczna i pełna kieszeń Xanaxu, to najlepsza ucieczka od odpowiedzialności. To jak alkoholik, który przez łzy mówi “…I co ja mam zrobić ? Przecież jestem chory…”. Znalazłeś piekielnie dobry sposób, żeby nigdy nie zaakceptować Swojej odpowiedzialności, a lekarze zawsze Cię w tym utwierdzą, bo psychiatria to najmniej sprecyzowana dyscyplina medycyny. Nie masz odwagi stanąć przed lustrem i powiedzieć…Cześć chuju, ale z Ciebie bydle”

A Ty tak zrobiłeś ? – zapytał.

Tak – pokiwałem głową.

I co ? – kontynuował .

I pierwszy raz od kilkudziesięciu lat rozpłakałem się ja, a nie wódka w moich żyłach. Nie dlatego, że zdałem sobie sprawę z tego co nawyrabiałem, ale zaraz za tym przyszło pytanie czy dam radę to wszystko jakoś naprawić.

I wiesz co ? – uprzedziłem Jego pytanie – Nie dam rady.

Nie będę wracał do przeszłości. To się już stało i wszelkie inne wydarzenia, które były konsekwencją moich działań mogły mieć zarówno dobry jak i zły wydźwięk.

Doszedłem do wniosku, że tylko ktoś pozbawiony wyobraźni, będzie próbował naprawiać przeszłość. Słowa i wydarzenia, które miały miejsce już się nie cofną, możesz przeprosić…to ładnie i tak należy, ale czasu nie cofniesz. Ważniejsze jest to co zrobisz teraz i w przyszłości i jakie wnioski wyciągnąłeś ze swoich głupich posunięć.

Jak będziesz dalej brnął w gówno, to będziesz dalej śmierdział. A jak się wymyjesz i ominiesz kolejne gówno na swojej drodze, to będziesz pachniał. Interesuje Cię to jak ktoś śmierdział wczoraj, jeśli dzisiaj ładnie pachnie ?

Sir Andrew, pokiwał głową ze zrozumieniem i przyznał, że to ma sens.

Obłuda

Ale w Jego ustach to były tylko słowa i kolejne dane, które skrupulatnie zbiera, w swojej głowie, aby gdy przyjdzie czas wykorzystać je dla zapewnienia Sobie zachowania Swojej strefy komfortu.

To co jest dla Niego najważniejsze to, oczywiście On sam i Jego strefa komfortu. Nie musi posiadać pieniędzy jeśli zapewnione będzie miał to czego oczekuje. I nie ma znaczenia jakim kosztem.

Syn, który ucieka w alkohol bo nie nadąża za oczekiwaniami Ojca.

Matka, która popełnia samobójstwo, bo jest samotna i ma dość ciągłych ataków prokuratury.

Żona, która zapieprza na utrzymanie Córki i podstarzałego fircyka Mężulka…to wszystko nie ma znaczenia, ważny jest efekt…

Masaż stóp, klima w każdym pokoju, samochód do dyspozycji, kierowca całą dobę, dobry serek i kiełbaska w lodówce, no i obowiązkowo puszka coli light i zapas Otrywinu (nie sądziłem, że też uzależnia).

Trochę jak przedwojenni arystokraci…puste kieszenie, ale jest kamerdyner i zawsze ktoś za to zapłaci.

Ten terapeuta Mario, miał chyba całkowitą rację…winien Mu jestem przeprosiny.

Również i mnie naraził i na straty finansowe i inne problemy, o których nie będę pisał. Ktoś mógłby pomyśleć, że to wendetta 🙂

Konkluzja

Przyjaciel

Dzisiaj kiedy układałem sobie w głowie ten post, przypomniał mi się mój jedyny Przyjaciel…prawdziwy Przyjaciel…Adaś “Kusza”.

Kusza już nie żyje. Tak jak jego brat Michcik.

Obu moich Przyjaciół zabiła wódka.

Michcika, kompani od kieliszka, położyli na przejściu dla pieszych, myśląc, że samochód, który nadjedzie będzie hamował z piskiem…pijackie pomysły. Była noc i nadjechał nocny autobus, który nawet nie zahamowała…Michał zginął.

Jego brat Adam cierpiał, tak jak Jego Tata Kazik i Mama Jadzia.

Potem kiedyś grudniowego wieczora zadzwonił do mnie kolega i powiedział, że kontaktu ze mną szuka Tata Kuszy, Kazik.

Do dzisiaj znam Ich numer na pamięć. Zadzwoniłem.

Pan Kazimierz przez szloch, dał radę tylko powiedzieć, że Adam miał wylew i leży w szpitalu. Pamiętam jak dziś, jak powiedział mi “…Synku ja już nie mam siły…”

Nie wiem co mnie bardziej powaliło. Informacja, że mój przyjaciel umiera, czy rozpacz Pana Kazika. Adam zmarł po dziesięciu minutach.

Na pogrzebie było Nas kilkuset…może i alkoholik…ale dobry “chłopak” i prawdziwy Przyjaciel.

Pan Kaik

Po kilku latach spotkałem Kazika na dworcu Wschodnim w Warszawie. Był uśmiechnięty. Uściskał mnie i powiedział, że “chłopaki” są w lepszym świecie.

Dlaczego to mi się przypomniało ? Znalazłem porównanie !

Kazik, przeżył ciężkie  życie, pracując jako główny księgowy w jakimś państwowym przedsiębiorstwie, zarabiając pewnie jedną trzecią tego co w owych czasach, zarabiał pijany hydraulik.

Borykał się z przewlekłą chorobą Żony i alkoholizmem Swoich Synów, których w końcu stracił. Oddał własne mieszkanie, niedoszłej Synowej, Mamie jedynego Wnuka, syna Adama, przenosząc się do maleńkiej klitki na Targówku…i co ?

Kochał Swoich Synów ponad życie, dbała o chorą żonę i jedynego Wnuka.

A na drugim końcu skali …

Stuprocentowy egocentryk i wzorowy hedonista, tym samym egoista do kwadratu !

Jeśli sześćdziesięcioletni facet, oczekuje od Syna, że to On Go będzie utrzymywał.

Od notorycznie zdradzanej Żony bierze pieniądze, mówiąc, że musi iść do lekarza, a potem funduje Sobie masaż stóp za tysiąc rupii.

Albo od amerykańskiego kuzyna wyciąga kasę, za którą opłaca Swojego “Piętaszka”…to kto to do kurwy nędzy jest ?

Ja sam jestem zepsutym kutasem. I w swoim popieprzonym życiu poznałem i gangsterów i księży.

Nawet jeden z czołowych łobuzów “Starego Pruszkowa”, potrafi raz w roku zapłakać nad śmiercią Swojego szefa “Perszinga”. Coś czuje. I choć wiem, że jest bydle i to jeszcze ze skłonnościami do młodych chłopców, to z ogromną przykrością muszę przyznać, że w moim rankingu na największego gnoja wszech czasów przegrywa z Sir Andrew, który “pomógł” Matce odejść w samotności gdzieś na drugim końcu świata, i nadal uważa, że Sam jest krystalicznie czysty a wszelką winę za cały syf w Jego życiu ponoszą inni…KURWA !!! NIEPOJĘTE

No i konkluzja 🙂

Dzisiaj siedzę sobie spokojnie na moim tarasie, w otoczeniu psiaków i deszczu, i jestem szczęśliwym facetem. Może nie zasłużyłem na takie dobre samopoczucie…no cóż…dobrze mi 🙂

Pewnie nie mam tego co chciałbym mieć, ale najważniejsze, że nie mam w swoim otoczeniu Jędruli.

Choć muszę przyznać, że czasem brak mi Jego “zwiędniętej” miny i tego arystokratycznego zadęcia, to jednak wolę spokój i ciszę, niż Jego wieczne narzekanie i ignorowanie tego jak każdego dnia, w majestacie dobrych manier, krzywdzi i oszukuje wszystkich.

Kurwa, nawet mnie to obrzydziło…a myślałem, że widziałem już wszystko !

Post scriptum

Dodam, że zdjęcie zamieszczone w nagłówku, skrupulatnie porównałem z fotografiami Jędrka, dostępnymi w internecie (a jest ich nie mało…jak przystało na świetnego PR-owca).

Na żadnym nie jest do mojego podobny…może się zestarzał, a może życie Go w końcu dopadło.

W każdym razie Ci co Go nie znają, pozostają bezpieczni dla Niego…i przede wszystkim dla Siebie samych. 😉

A Ci co Go znają i tak już mają przesrane, więc niczego złego Im nie robię. :-):-):-)

Jemu samemu, też nie zaszkodzę, bo jak sądzę większość z Nas…znajomych “Jego Wysokości Andrzeja … (epitet każdy wybiera sam)” ma świadomość jaki jest Jędrula ;-).

Warto zwrócić uwagę na okoliczności zdjęcia.

Przed chwilą upolowaliśmy sporo dużych ryb.

Zaraz jedziemy na plaże w Keri, gdzie jak zawsze wszyscy się zlecą podziwiać nasze okazy.

Wszystkie fajne dziewczyny robią sobie z nami zdjęcia i bez zastanowienia przyjmują zaproszenie do wspólnego stołu, na dobrą rybkę. Super sprawa.

Wszyscy się cieszymy…Prawie wszyscy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *