Indie początek

Jest jedenasty września 2018 roku. Na lotnisko imienia Fryderyka Chopina w Warszawie odprowadza mnie Syn. Rozmawiamy o firmie i pracy, chyba żaden z nas nie ma odwagi zacząć tego tematu…postanowiłem opuścić Polskę i przez wiele lat tu nie wracać.

Dopiero przy odprawie łzy cisną się do oczu. No nic, trzeba lecieć. Wsiadam na pokład samolotu, lecę do Delhi z międzylądowaniem w Kijowie.

Po prawie dziesięciu godzinach lądujemy w Delhi. Pierwsze wrażenie jest powalające. Na całym lotnisku leży wykładzina dywanowa, jest sterylnie czysto, a sam port lotniczy jest OGROMNY ! Odprawa przebiega bardzo płynnie, może dlatego, że jest szósta rano, lokalnego czasu a może tu po prostu tak jest. Po chwili wychodzę przed budynek, fala gorąca uderza we wszystkie części nie osłoniętej skóry. To nie jest znany mi upał, to lepkie i gęste powietrze, którego nigdy nie czułem. Kieruję się w stronę budynku parkingu, usytuowanego na wprost lotniska, ma tam czekać na mnie mój przyjaciel Amandeep Singh, którego poznałem w Polsce.

Czekam…jest. Witamy się tak jakbyśmy nie widzieli się tydzień. Wsiadamy do małego Suzuki Maruti i wyjeżdżamy na autostradę.

– Aman, k***, co tu się dzieje, są trzy pasy a samochodów jest pięć w jednym rzędzie i do tego jeszcze jakieś motory – nie mogę pohamować przekleństw.

Amandeep, śmieje się tylko i z rozbrajającą szczerością mówi mi, że właśnie takie są Indie. Jedziemy do centrum, do biura podróży, które prowadzi Jego kolega.

– Słuchaj, jak wejdziemy do biura, powiedz, że nie masz planów i masz dwa tygodnie wolnego czasu. Wytniemy Mu numer – Aman jest szczęśliwy, z opracowanego planu.

Zanim docieramy do celu, mój przyjaciel, robi krótki postój przy chodniku w samym centrum Delhi, tylko po to żeby otworzyć butelkę Whiskey i wypić na powitanie. Pomimo zakazu prowadzenia po alkoholu, korupcja jest tu tak powszechna, że właściwie można tu pozwolić sobie na prawie wszystko. Posileni dawką alkoholu dojeżdżamy do celu. Młody Hindus, który mnie obsługuje wyłazi ze skóry, żeby zrobić mi “najtańszą” ofertę. W końcu Aman nie wytrzymuje i zaczyna się śmiać…plan został wykonany. Właściciel biura podróży, śmieje się razem z nami, choć wiem, że te tysiące rupii, które już widział oczami wyobraźni, kłują Go w serce.

Po zapewnieniu sobie rozrywki, Aman wiezie mnie do hotelu, gdzie kończymy butelkę…cholera…tak mija pierwszy tydzień w Delhi. Hotel i whiskey.

2 thoughts on “Indie początek”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *