Hindusi – Duże Dzieci – To całkiem fajne

Trochę ogólnie na początek. 

Hindusi są zupełnie inni niż My Europejczycy. Bardzo trudno jest mi Ich, obiektywnie ocenić, tym niemniej postaram się. 

Pierwsze co nas spotyka w Indiach, to fala oszustów !

I tu, z pomocą w wyjaśnieniu skąd to się bierze, przychodzi historia Polski. I to ta, niezbyt odległa. Czyż u nas nie było podobnie ? 

Jeszcze całkiem niedawno, każdy turysta z Europy zachodniej, który przyjechał odwiedzić nasz, piękny kraj, miał ogromne szanse, spotkać naszego, rodzimego oszusta. Jeśli nie został ograbiony przez “Wajchowicza” (na podstawie Ich “pracy”, oparty jest film “Sztos”), to hotelowy szatniarz albo boy, podesłał Mu polską prostytutkę, która ulotniła się z Jego portfelem…pierwsza fala !

Wszędzie tam, gdzie występuje duża różnica poziomu zamożności społeczeństw, na ich styku, powstaje grupa ludzi, którzy umiejętnie to wykorzystują…tutaj jest tak samo.

Ogromną część odpowiedzialności, za taki stan rzeczy, ponosimy My sami…turyści ! Wydanie dla Nas 100 dolarów, nie jest wielkim wydatkiem. Dla części Hindusów, to miesięczna wypłata. Trudno, zatem, obciążyć Ich odpowiedzialnością, za Naszą rozrzutność i lekkomyślność, którą da się wykorzystać do zarobienia dodatkowych pieniędzy. Jako przykład, niech posłuży moja historia z przekazami Western Union.

W całym Arambolu, na każdym kroku można pojąć przekaz pieniężny, np. WU. Wszystkie punkty, które świadczą tego typu usługi, pobierają prowizję. Od samego początku, nie podobała mi się taka sytuacja. Prowizję, opłaca nadawca, a odbiorca nie powinien ponosić dodatkowych kosztów.  Kiedy odbierałem, po raz pierwszy, pieniądze, zażądałem rachunku na prowizję, informując Pana, że zamierzam go wysłać do centrali WU, z zapytaniem, “Kto odda mi nadpłaconą kwotę”. Poskutkowało. Niesłusznie pobrane pieniądze wróciły do mojej kieszeni. 

Takich przykładów, mógłbym mnożyć dziesiątki, ale nie to jest celem tego postu. Fakt, pozostaje jednak taki, że przy odrobinie wysiłku, można uniknąć oszustów, lub wręcz “wychować” Ich na normalnych ludzi ! I choć, My biali ludzie mamy tu inne ceny, to z czasem można temu zaradzić.

Normalność przychodzi z czasem !

Kiedy zacząłem regularnie pojawiać się w tych samych miejscach, i kiedy, kilka razy postawiłem się “okoniem”, na próby naciągnięcia, Hindusi zmienili Swój stosunek do mnie. 

Nie oznacza to, że całkiem Sobie odpuścili…przynajmniej na początku. O nie. 

Kolejna faza, to próba nawiązania przyjaźni i wciągnięcia do wspólnych interesów, rozpoczynająca się, oczywiście, od pożyczki. Po grzecznej odmowie, zostajesz ex przyjacielem :-). To chyba też standard !

Dzisiaj kiedy piszę ten post, wszystkie ceny, w sklepach, mam “indyjskie”, a jakiś czas temu, właściciel domu, w którym mieszkam, proponował mi pożyczkę. Jak to się stało ?  Odpowiedź jest bardzo prosta. Trzeba zaistnieć w lokalnej społeczności.

Jeśli pozostaniesz w kręgu turystów, czyli nadal będziesz jadał, tylko i wyłącznie w restauracjach, rozmawiał z Hindusami jedynie, kupując pamiątki albo płacąc rachunek…pozostaniesz w “turystycznym cenniku”. 

Ja, trochę ze względu na swoje rozgadanie, chęć poszerzenia słownictwa angielskiego oraz fakt, że postanowiłem tutaj zostać, szybko zacząłem prowadzić normalne życie.

Tak więc gotuję, sprzątam, wędkuję, czasem nawet coś majsterkuję. Zacząłem bywać w normalnych sklepach…i to nie tylko spożywczych ;-). Zacząłem pijać herbatę “czaj” i zajadać bananowe bułeczki Ban, w miejscowych barkach. Z czasem, to sami Hindusi, zaczęli mi podpowiadać, co jest dobre, a co gorsze i co ile powinno kosztować.

Duże Dzieci !

To sympatyczni i otwarci ludzie, a przy tym dużo bardziej ekspresyjni od Nas Europejczyków…choć również, często infantylni.

Do niedawna Indie borykały się z analfabetyzmem. Do dnia dzisiejszego, ogromna część starszego pokolenia, nie umie czytać i pisać. Ratunkiem było wprowadzenie, szerokiego programu szkolnego. Tak też się stało. Szkoły są na każdym kroku. I choć poziom nauczanie, przy najmniej na dwóch pierwszych etapach edukacji, jest niewysoki, to dzieci uczą się pisać i czytać w rodzimym języku, i języku angielskim. Mają podstawy matematyki i nauk o przyrodzie i fizyce. Co prawda w bardzo okrojonym zakresie, ale jednak mają. Ponadto szkoły korzystają z wielu programów subsydialnych, wprowadzanych, przez władze lokalne i krajowe. 

Samo szkolnictwo jednak nie jest w stanie zmienić wielowiekowych relacji społecznych i wzorców zachowań. Tutaj nadal istnieje kastowy podział społeczeństwa i większość dzieci zaraz po ukończeniu szkoły podstawowej, czasem “secondary school”, musi zająć się pracą. Tym samym, czas na tak zwana socjalizację, też nie jest zbyt długi. 

Nam od samego początku, wychowawcy, nauczyciele i rodzice, mówią co wolno i co wypada. Jak powinniśmy stać, jak się kłaniać i jak odzywać. 

Tutaj nikt na to nie ma czasu. Cały proces wychowawczy polega na obserwacji, i kopiowaniu zachowań. No i nie trwa zbyt długo. 

To wszystko, oraz prostota, czasem ciężkiego życia wpływa na Ich zachowanie i postawę. Nie nauczeni, zakładania odpowiedniej do sytuacji “maski”, zachowują się zupełnie naturalnie, przy tym często infantylnie…dla Nas Europejczyków.  

Trudno jest mi powiedzieć czy to źle czy dobrze…mnie to odpowiada. Po wielu latach odczytywania, ukrytych, zamiarów i intencji Rodaków, takie relacje są miłe. To, że potrafią Sobie beknąć czy puścić bąka, bez żadnego skrępowania, jest niczym w porównaniu do Ich szczerych reakcji i otwartości w okazywaniu emocji. Jak już Cię polubią, to masz dobrych znajomych, na których możesz polegać. 

I tutaj przychodzi mi do głowy porównanie. 

Pięć kilometrów od mojego domu, mieszka jedyny Polak w okolicy…opisany wcześniej Sir Andrew. Tak sobie myślę ! 

Gdybym dzisiaj nie miał co jeść, i pojechał do Jędruli po pomoc (oczywiście hipotetycznie, bo wolałbym zjeść smażoną jaszczurkę, niż poprosić tego gnoja o cokolwiek 🙂 ), mój dobrze wychowany Rodak, zapewne nakarmiłby mnie, nie oszczędzając Sobie okazji do okazania pogardy i braku szacunku…choć w majestacie dobrych manier, okradł mnie ! Zapewne zostałbym poczęstowany tym co już dawno, z racji wieku, powinno znaleźć się w koszu na śmieci.

Gdybym jednak, pojechał do jednego z zaprzyjaźnionych Hindusów…dla Niego byłoby to coś jak święto. Prawdopodobnie dostałbym nie tylko jedzenie ale również jakieś pieniądze i dziesięć razy pytałby mnie czy potrzebuję czegoś jeszcze !

Skąd ta pewność…wyjaśniam !

Kiedy nadchodził monsun, powiedziałem Surajowi, właścicielowi domu, który wynajmuję, żeby odwołał spawacza. Mieliśmy wyspawać barierkę na kuchennym tarasie, a ja chciałem zamówić ramę do akwarium, które buduję. Powiedziałem przy tym, że idzie monsun i czas zacząć oszczędzać, bo do nowego sezonu jeszcze trochę czasu. 

Suraj, kilka razy pytał czy przywieźć mi jakieś pieniądze. Kiedy zdecydowanie odmówiłem, informując Go, że na wszystko mam, muszę jedynie zadbać o porę deszczową, dodał, że jeśli tylko będę miał na przykład ochotę coś zjeść, mam natychmiast przyjeżdżać do Niego i Jego Rodziny, a kiedy ostatnio płaciłem czynsz, musiałem Mu naocznie, pokazać, że mam jeszcze zapas gotówki, bo nie chciał przyjąć pieniędzy !

Porównanie mówi samo za siebie !!!

Oczywiście poznałem tutaj, też świetnych Polków : Natalia i Tomek, Iwona i Franc, Mateusz…wszystkich Ich gorąco pozdrawiam i czekam na kolejne miłe spotkania.

Jednak jedno “zgniłe jabłko” zrobiło swoje !

Dziecinni Hindusi, zasługują na mój szacunek !

Królowie Goa 

Dokładnie tak jak wygląda administracyjny podział Indii, tak też funkcjonują lokalni “Królowie”. 
Indie dzielą się na stany, stany na sub obszary, w skład, których wchodzą wioski posiadające swój własny urząd administracji, Panchayat.
Każda miejscowość z okolicznymi terenami ma swojego “Króla”. Czasem jest to ktoś, zamożny, a czasem ktoś godny szacunku…nie ma reguły. Z reguły jest też taki główny “Król”, który mieszka w większym mieście. Na moim terenie, jest też taki podział. 
W Keri, rządzi Agnello.
Gość po pięćdziesiątce z czymś dostojnym w spojrzeniu. 
Kiedyś, razem, z Wiktorem (kolegą Rosjaninem), podarowaliśmy Agnello dużą rybę, nie wiedząc jeszcze o tym kim jest. Pomógł nam załatwić transport do Maharashtry. Tym samym zasłużył Sobie na naszą wdzięczność. Poza tym pokazał mi wiele różnych domów do wynajęcia i zawsze był bardzo miły.  
W Palye, gdzie mieszkam rządzi Suraj, Jego brat Diraj i Ich Tata Anand. 
Anand jest, jedynym w okolicy łowcą węży. gdy ktoś znajdzie “bestię” w domu dzwoni po Ananda. Suraj jest strażnikiem granicznym (tutaj każdy stan ma swoją granicę) i jest znany z rozsądku. Diraj z kolei, jest specem od ryb i krabów.
Tą wiedzę uzyskałem przypadkiem. 
Kiedyś, wspólnie z Maszą, pojechaliśmy nad rzekę inną drogą. Chcieliśmy zobaczyć co tam jest. Jak wszędzie w Indiach, zaraz spotkaliśmy jakiegoś Hindusa. Pogadaliśmy sobie. Ja powiedziałem Mu, że podoba mi się to miejsce i chciałbym spróbować tutaj polowania z kuszą. pokazałem Mu zdjęcia ryb. Na jednym z nich zobaczył dużą rybę, którą dostał Agnello. Oczywiście Hindus zapytał co zrobiłem z tą rybą. Odpowiedziałem. O tym, że wynajmuję dom od Suraja już wiedział. Powiedział mi, że mam szczęście bo znam dwóch “Królów”. Wszystko mi objaśnił. 
Teraz już wiem dlaczego fryzjer w Kiranpani nie chciał wziąć pieniędzy za strzyżenie. Zawiózł mnie tam Agnello !
Ani Agnello, ani rodzina Ananda, nie są bogaczami. 
Ananad uprawia ziemię i nie umie czytać ani pisać. 
Mimo to ma w sobie wewnętrzne dostojeństwo, a Jego Synowie, tak jak Ojciec, nikomu nie odmawiają pomocy.
Agnello jest miejscowym “Ojcem Chrzestnym”. 
Od wielu lat organizuje przemyt alkoholu z Goa do Maharahstry…tam jest dużo droższy. Przy tym nigdy nikomu nie odmawia żadnej pomocy i pomimo fajnego mieszkanka, cały dzień spędza na starym metalowym stelażu, składanego łóżka, siedząc przy samej drodze, obok Swojej starej lepianki, w której nadal mieszka…nowe mieszkanko jest na monsun, a wszystkie zarobione pieniądze, przeznaczył na budowę pensjonatów, w Mandrem, dla Swoich Dzieci. 
Taki trochę Goański Sycylijczyk ;-).
Można narzekać na Ich prostotę, na brak europejskich manier i na infantylizm.
Można też docenić co to wszystko niesie za sobą…mnie się to podoba…mimo wszystko 😉

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *