Arambol – w końcu jestem w domu !

No i w końcu jestem w Arambolu !

Kiedy opuszczałem Delhi poznałem na lotnisku sympatyczną dziewczynę Swietę. Swieta odwiedza Arambol, każdego roku już od trzech lat. Zna więc tam wszystkich Rosjan z tzw. “Zimowki”, czyli grupy ludzi, którzy przyjeżdżają tam na pięć lub sześć miesięcy zimowego okresu w Europie. Dzięki Niej bardzo szybko poznałem wiele osób. Okazuje się, że pomimo spędzania tak wielu miesięcy na Goa, Rosjanie prawie w ogóle nie mówią po angielsku. Błyskawicznie zostałem miejscowym “tłumaczem” dla wielu Rosjan. Chociaż mój angielski jest jak stary, zardzewiały widelec, którym co najwyżej można pokaleczyć Teściową…tu głęboko się kłaniam mojej Ex i Jej Mamusi…to codzienne, poranne lekcje z YouTube i rozmowy z sąsiadką Brytyjką, przyniosły efekty. Już trzeciego dnia, Swieta przyleciała z bolącym uchem i poprosiła o pomoc u lekarza w Mapusie. Odwiedziłem więc Mapusę. Spore goańskie miasteczko z wieloma sklepami i super bazarem, na którym można kupić prawie wszystko. Znalazłem mięso kurczaka, wieprzowinę i wołowinę…tutaj nazywa się to beef !!! Jest też targ rybny z wszystkimi gatunkami ryb i skorupiaków, za “psie” pieniądze. 

Znajomość ze Swietą okazała się kolejnym darem losu.

Dołączyłem też do wszystkich istniejących grup na Facebooku, które są świetną platformą, nie tylko komunikacji ze wszystkimi turystami, ale też miejscem do zarabiania pieniędzy. Na tych grupach Rosjanie oferują Swoje usługi, produkty i poszukują pokoi, mieszkań i wszystkiego czego Im trzeba. Są wędzone ryby, domowe ciasta i chleby, biały ser i…uwaga…”kisłyje agurcy i kisłaja kapusta”…k*** mać…zjem tatara i ugotuję sobie na święta bigos !!! 

Większość ludzi z “Zimowki” stara się tutaj dorobić. Spędzają tutaj połowę życia i raczej nie są grupą, na której można zarobić, raczej trzeba Im czasem pomóc. Za co potrafią się odwdzięczyć…jak sąsiad z sąsiadem. 

Na szczęście jest też grupa “Pakietników”. To Rosjanie, którzy przyjeżdżają, tłumnie na wypoczynek. Ci z kolei, nie mieszkają, na odległej, Gerkarwadzie, tylko przy samej plaży. W samym centrum tego miejsca, znalazłem mieszkanie dla siebie. Pomogli mi je znaleźć Goanie, Stephani i Ganesz, ludzie, których poznałem kiedy pierwszy raz odwiedziłem Arambol. Pomogłem Im w kilku drobiazgach. Oni w zamian za to, odwdzięczyli się pomocą w znalezieniu mieszkania. 

Mieszkam, więc na skale, obok samej plaży, w całkiem przyzwoitym mieszkaniu i za śmiesznie małe pieniądze.  A szum fal jest bezcenny !!!

Kilka osób, już zaproponowało mi podwójną stawkę za wynajęcie mojej “jaskini”…kto wie może !?

Od samego początku, chodzę codziennie rano na spacer po plaży. 

Już drugiego dnia obserwowałem, jak trzech rybaków podchodzi do brzegu. To ciężka praca, bo trzeba wytaszczyć sporą łódź na plażę. Razem ze mną, całą operację obserwowało kilku Hindusów. W pewnym momencie, jeden z rybaków spojrzał na mnie i powiedział “help sir”. Wywaliłem telefon na piasek i wlazłem do wody po pas. Żaden cholerny indyjski turysta, nawet nie drgnął. Oni tak bardzo chcą udowodnić, że są lepsi od innych Hindusów, że będą stali z rękami w kieszeniach i przyglądali się jak Tych trzech biedaków walczy z wielką krypą…pies im mordę lizał. 

Koniec końców, wytaszczyliśmy łódkę na piasek. Hinduski rybak zapytał czy nie boję się ryb !

Co Ty głupi ! Ja całe życie łapię ryby – odpowiedziałem. Zapytał czy pomogę Im wyjmować ryby z sieci. Pewnie, że tak, dawaj te sieci – odpowiedziałem. Przez pół godziny wydłubywaliśmy nieduże Makrele, rybki podobne do Okonia, które nazywają się Dobra…autentycznie, krewetki i kraby. Po robocie rybak zaproponował mi ryby.

Nie mam jeszcze mieszkania – odparłem, pożegnałem się i poszedłem. 

Kolejnego dnia, znowu Im pomagałem. Potem następnego i tak codziennie…

Dzisiaj dostaję krewetki i ryby, każdego dnia o poranku, jak tylko pochłonę to co mam w lodówce…chyba doceniają codzienną pomoc i to, że biorę tylko tyle ile mi potrzeba.

Zapytałem Jose, najstarszego z rybaków o to, czy nie zna kogoś, kto chce sprzedać skuter. Wysłał mnie do Swojego kuzyna, Sanjeya. 

Sanjey, pokazał mi Hondę Dio. Całkiem ładny skuterek, no i niedrogi. Długo myślałem i w końcu powiedziałem Sanjeyowi, że nie znam się na skuterach i nie bardzo wiem czy to dobra maszyna. Gość pomyślał chwilę, gdzieś zadzwonił…pewnie do Jose…i w końcu powiedział mi, żebym wziął skuter na dwa tygodnie na próbę, jeśli mi się spodoba zapłacę Mu 15000 rupii, czyli 750 zł.

On mi się już podoba !!!

Śmigam gdzie chcę i parkuję mojego “rumaka” na plaży koło domu.

Codziennie zwiedzam okolicę i poznaję nowe miejsca…a jest na co popatrzeć !  

Widoki są powalające, i w dzień i w nocy.

Któregoś dnia, poprosiłem Swietę, o to żeby popytała o Rosjanina, który przyjechał na Goa, na rowerze z Mumbaju. 

A co chcesz dać Mu medal – zapytała, z nieukrywaną radością.

Medal może nie, ale obiecałem Mu, że się jeszcze spotkamy – odparłem.

“Nu jesli ty obieszczał, tak eta budziet, eta India, znajesz Karma, ot i wsio” – no jasne wsio !!!

KARMA !!!

Następnego dnia, jak nigdy wcześniej, polazłem na sam koniec plaży. Kiedy wracałem, byłem już tak zmęczony, że siadłem sobie na piasku kilkaset metrów od domu. Posiedziałem, pobawiłem się z plażowymi psami, pogadałem z Dziewczyną z Argentyny, która rzępoliła na gitarze. W końcu odpocząłem i wstałem, żeby iść dalej. No i masz karma. Na przeciwko pcha Swój rower Siergiej !  

W obcym kraju “wyostrzają” się relacje międzyludzkie.

Poznaliśmy się miesiąc temu, i widzieliśmy się tylko raz przez kilka chwil. A teraz, kiedy spotkaliśmy się na plaży w Arambolu, przywitaliśmy się jak serdeczni przyjaciele…Siergiej właśnie dotarł do celu !

Przejechał w ciągu miesiąca całe południowe wybrzeże…ok 1500 km. A Facet ma już 57 lat.

Przyjechał na Goa na kilka miesięcy. Mieszka na plaży pod namiotem. Zaproponowałem, żeby wpadał czasem jak będzie potrzebował wziąć prysznic, albo naładować tablet. Przyjął zaproszenie. Okazało się, że jest artystą plastykiem. Rysuje portrety na podstawie zdjęcia.  

Załatwiliśmy Mu miejsce w ogródku jednej z restauracji na skale. Tam, każdego dnia rysuje. Ma już więcej zamówień niż może zrobić. Przez trzy dni rysował portret mojej Córki…wyszło świetnie. Obiecał, że zrobi mi jeszcze portret Syna i Rodziców…porządny Chłop.

W końcu też, skontaktował się ze mną, znajomy Ariha z Kathmandu, Sanjey. Gość, który ma mi załatwić pobyt. Pojechałem więc do Niego, do Panaji…stolicy Goa.

Wziąłem zaprzyjaźnionego taksówkarza Nandu. Na miejscu okazało się, że Sanjey jest prawnikiem, który poza obowiązkami w Sądzie Najwyższym Indii, zajmuje się sprawami wizowymi. Facet ma normalne biuro i kilkoro pracowników. Mimo wszystko byłem ostrożny. Na wstępie powiedziałem Mu, że po tym czego doświadczyłem w Indiach, nie dam nikomu żadnej zaliczki. Sanjey, przeprosił mnie za wszystkich Hindusów, którzy próbowali mnie oszukać i pokazał mi dwie karty OCI…indyjska zielona karta. Ustaliliśmy cenę (nie napiszę jaką, bo to Mu obiecałem…przystępna), i pogadaliśmy o interesach…sporo Hindusów chce pracować w Polsce. Powiedziałem Mu prawdę o problemach w polskiej placówce w Delhi i możliwościach w Mumbaju. Ustaliliśmy plan działania dotyczący Hindusów, poszukujących pracy w Polsce. Skontaktowałem też, Sanjeya z kolegą w Warszawie, który ma agencję pośrednictwa pracy dla Nepalczyków i Hindusów. Dodatkowo poprosił mnie o pomoc z Rosjanami. Dokładnie chodzi o to, że zgłasza się do Niego sporo Rosjan, którzy chcą uzyskać pobyt. On przygotowuje wszystko zgodnie z prawem, wykorzystując istniejące luki i znajomości…mimo to wszystko jest legalne…ale trochę obawia się Rosjan, no i nie mówi po rosyjsku. Poprosił o pomoc w rozmowach i drobne rozpytanie w środowisku rosyjskim o klientów…wygląda na to, że zamiast zapłacić, jeszcze sobie dorobię na wiaderko owoców morza. Jest dobrze…w ciągu dwóch miesięcy, będę miał wszystkie prawa jak Hindus. No i co najważniejsze, widmo papierowego małżeństwa, odpłynęło w dal…żegnaj Pooja…

Strach Hindusów przed Rosjanami, nawet teraz mi pomaga.

Wracając do domu, gadałem z Nandu.

Słuchaj Alex, może chcesz kupić Bulleta – zapytał Nandu

Nie, nie potrzebuję Bulleta – mruknąłem

Mam go w super cenie, ktoś chce sprzedać za 350 tysięcy rupii, prawie nowy – nagabywał Nandu

Ty małe hinduskie ścierwo, pomyślałem…nowy kosztuje ok. 150 tysięcy.

Nie, nie chcę – ponownie odmówiłem.

Po chwili przyszła mi do głowy pewna myśl !

Nandu, opowiadałem Ci już o adwokacie w Delhi  – zapytałem

Nie, opowiedz mi – zaciekawił się Nandu

Opowiedziałem Mu całą historię, pomijając jedynie fakt, że to był trick, dzięki któremu odebrałem swoje pieniądze.

I co ? Obcięli mu dwie nogi – zapytał Nandu

Nie, Nandu, mój przyjacielu…tylko jedną, zanim zabrali się do drugiej, facet oddał kasę – odpowiedziałem

Żartujesz Alex…prawda – zapytał Nandu

Nie, mam zdjęcia…chcesz zobaczyć – sięgnąłem do kieszeni po telefon

O mój Boże…NIE !!!! – jęknął Nandu i zamknął się na dalszą część podróży.

BARDZO MU TAK DOBRZE – mały hinduski oszust, “rwał Jego nać”. Każdego dnia podkreśla Swoją przyjaźń, a i tak próbuje oszukać. Nie wiem ilu osobom, w Arambolu, opowiedział całą historię…chyba latał przez kilka dni i roznosił tego newsa po całej okolicy, bo wszyscy sprzedawcy na głównej (jedynej) uliczce, kłaniali mi się z daleka. Moja sąsiadka, Brytyjka, która prowadzi, obok mojego mieszkania pensjonat, też już mnie o to pytała. Prawie się posikała ze śmiechu, jak Jej powiedziałem czemu tak wkręciłem Nandu. Zaprzyjaźniony Hindus Ganesz, na moją prośbę też sprostował u kilku znajomych całą informację. Nie bardzo mam ochotę uchodzić za miejscowego gangstera, a i Nandu przyda się nauczka, jak pojmie, że dał się wkręcić jak gówniarz. Chyba pomogło, bo Nandu, ostatnio przeprosił za cenę motocykla…PODOBNO, kolega źle Mu powiedział.

Niestety, nawet tutaj, trzeba uważać…Hindusi, oszukują wszędzie i zawsze…na szczęście nie wszyscy. Jest cała masa porządnych i normalnych ludzi.

Więc siedzę sobie czasem w knajpce, popalam papieroska albo cygarko, żłopię czarną kawę i mam w d… wszystkich polskich, rosyjskich, angielskich czy hinduskich oszustów.

“Bo żyć, to trza umić” – jak powiedział, kiedyś jeden słynny alkoholik  🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *